Josef Fares, szef studia Hazelight, opowiedział o swoich doświadczeniach we współpracy z Electronic Arts i - w klasycznym dla siebie stylu - nie gryzł się w język. Uznany deweloper ceni sobie EA jako biznesowego partnera i uważa, że firma często dostaje po głowie nieuzasadnioną krytyką.

Hazelight od lat działa z Electronic Arts bardzo blisko, wydając gry w ramach programu EA Origins. Fares opowiedział na łamach magazynu Edges, że współpraca z wydawcą przebiega bezproblemowo, choć wymaga to wysiłków obu stron. „EA nigdy nie ingeruje w żaden etap pracy. Absolutnie żaden - mówił, cytowany przez GamesRadar.

„Muszę im to oddać, że naprawdę uwierzyli w naszą wizję i ją wspierają” – dodał. „Nigdy w nic nie ingerują. Czasami myślę sobie, że obrywają maś niezasłużonej krytyki. Nie wiem, jak współpracują z innymi, ale z nami sprawdza się to super”.

Warto podkreślić, że Fares wypowiada się z uprzywilejowanej pozycji szefa niezależnego studia. Trudno sądzić, aby studia wewnętrzne, których EA jest pełnoprawnym właścicielem, mogły pozwolić sobie na tak wiele kreatywnej swobody.

A Way Out Official Reveal Trailer Pierwszą grą wydaną w ramach EA Origins było A Way Out z 2018 roku.Zobacz na YouTube

Zdrowa współpraca z wydawcą

Oczywiście również w przypadku Hazelight mówimy o jakimś stopniu zależności - w końcu to EA wykłada pieniądze na marketing i dystrybucję gier. Fares zapewnia jednak, że studio ma twarde zasady, których zamierza się trzymać niezależnie od humorów wydawcy.

„Wydawcy czasami spieprzą sprawę, podejmując głupią decyzję, bo »trzeba coś zrobić dla pieniędzy«” - opowiada. „Dlatego ja mówię wyraźnie: żadnych mikrotransakcji, żadnych lootboxów. Zrozumienie tego, że pracujemy kreatywnie, jest bardzo ważnie. Musimy popychać to medium do przodu. Nie możemy wprowadzać do gier bzdur - coś takiego w Hazelight nigdy się nie wydarzy”.

„Często zdarza się, że deweloperzy mają problem z dowództwem i wyznaczeniem spójnej wizji” - mówi Fares. „Często widzę, że winę zrzuca się na wydawcę, ale ja sądzę, że odpowiedzialność leży po obu stronach”.

„Idealna kombinacja jest wtedy, gdy wydawca szanuje dewelopera, a deweloper ma jasną wizję tego, co chce zrobić” - dodaje. „Jeśli tego brakuje, pojawia się ryzyko, że wydawca zacznie przejmować coraz więcej kontroli. Wiesz, musi tutaj istnieć idealna symbioza”.

Wygląda na to, że Hazelight na problemy ze spójną wizją nie narzeka. Choć od premiery ich ostatniej gry - kooperacyjnego Split Fiction - minął zaledwie tydzień, tytuł już zdążył sprzedać ponad 2 mln kopii.