W roli zdrajcy Bractwa. Ta odsłona Assassin's Creed wywróciła serię do góry nogami
W 2014 roku fani serii Assassin’s Creed otrzymali aż dwie produkcje, które kontynuowały historię tysiącletniego konfliktu Zakonu Templariuszy i Bractwa Asasynów. Oprócz przygotowanego z myślą o ósmej generacji konsol AC Unity, deweloperzy wykorzystali znane mechaniki i technologie, by opowiedzieć o Shayu Cormacu, asasynie-renegacie, jednym z najgroźniejszych przeciwników w dziejach Bractwa. Na poziomie rozgrywki tytuł wyróżniały jedynie niuanse, ale fabuła wreszcie umożliwiła spojrzenie na złych Templariuszy z zupełnie innej perspektywy - perspektywy jednego z członków tego zakonu.
Choć w tamtym czasie śledziłem rozwój serii, będąc na bieżąco z niemal wszystkimi najważniejszymi tytułami wchodzącymi w skład tej obszernej franczyzy, po Assassin’s Creed Rogue sięgnąłem dopiero teraz. Głośna premiera pełnoprawnej kontynuacji wykorzystującej potencjał nowej generacji zdominowała przekaz medialny, a ja uległem wrażeniu, że historia Shaya to tylko poboczny wątek, skierowany do największych fanów marki. Głównie tych, którzy jeszcze nie zdążyli przesiąść się na nowszy sprzęt.
To tylko po części prawda - Assassin’s Creed Rogue faktycznie jest wyraźnie krótsze od innych, „dużych” części serii, a rozgrywka przypomina obszerny dodatek, który, miarą dzisiejszych standardów Ubisoftu, pewnie zostałby wydany jako pakiet rozgrywki do AC Black Flag. Na szczęście w 2014 roku zdecydowano inaczej, a historia Shaya Cormaca zgrabnie uzupełnia luki fabularne pomiędzy odsłonami dziejącymi się w podobnym okresie historycznym, czyli „trójki”, Black Flag wraz z dodatkiem Freedom Cry, a nawet Unity. Szkoda, że przegapiłem to 11 lat temu.
Uwaga na spoilery dotyczące fabuły Assassin’s Creed Rogue
Asasyn, który został Templariuszem
Assassin’s Creed Rogue zabiera nas na surowe wody Północnego Atlantyku, w trakcie trwania XVIII-wiecznej Wojny Siedmioletniej, czyli konfliktu spowodowanego kolonialną rywalizacją ówczesnych mocarstw. W historyczne tło wpleciono - wzorem całej serii - spór dwóch potężnych, zwalczających się wzajemnie sekretnych ugrupowań. I my ponownie angażujemy się w tę walkę, wcielając się w postać Shaya Patricka Cormaca, obiecującego rekruta, który szkoli się pod czujnym okiem mentora Kolonialnego Bractwa Asasynów, Achillesa Davenporta.
Shay to przede wszystkim idealista, którego życiowe wybory były podyktowane podążaniem za wyraźnie ukształtowanym kompasem moralnym. Nie poznajemy go od razu jako zdrajcy wiernego ideałom Templariuszy - nim do tego dojdzie, prolog rzuci światło na wydarzenia, przez które przestał wierzyć w dobre intencje swoich towarzyszy broni. Obsesyjne poszukiwanie świątyń pradawnej cywilizacji Prekursorów doprowadza do zniszczenia dwóch miast - Port-au-Prince i Lizbony, w czym sam bierze udział. Targany poczuciem winy i brakiem refleksji ze strony zwierzchników, postanawia opuścić szeregi Bractwa i wykraść bezcenny przedmiot, uniemożliwiając dalsze badania.
1 of 3 Caption AttributionChoć historia łowcy asasynów i jego przemiany w całości wypada wiarygodnie, sam moment dołączenia do Zakonu wywołuje we mnie lekkie poczucie zażenowania. Po odniesieniu niemal śmiertelnych ran, Shay zostaje uratowany przez jednego z Templariuszy i powoli przechodzi rekonwalescencję w domu sympatyków wrogiego stronnictwa. Ten „drobny” zbieg okoliczności pozwala spędzić nieco czasu z dawnymi wrogami, którzy pierwszy raz dają się poznać jako budzący sympatię, oddani sprawie wizjonerzy. Ich metody i filozofia są znacznie bliższe ideałom Shaya.
Gdy dochodzi do zmiany perspektywy, a Cormac poświęca się sprawie Templariuszy, nie łatwo w pełni negatywnie ocenić postawy bohatera. I w tym tkwi siła scenariusza Assassin’s Creed Rogue - Shay szuka odkupienia za zbrodnie popełnione jako członek Bractwa. Jego krucjata przeciwko dawnym towarzyszom z każdym kolejnym zabójstwem staje się coraz bardziej bolesna, a choć w oczach umierających jawi się jako zdradziecka bestia, nigdy sam nie potrafiłem dostrzec w nim potwora. Wielowiekowy konflikt również zyskał odcienie szarości, bo zamiast dobrych i złych, dostaliśmy różniące się filozofią stronnictwa.
Templariusz, który pozostał piratem
Tym razem nie pływamy po słonecznych Karaibach, a po znacznie mniej przyjaznych i chłodnych wodach Północnego Atlantyku, wraz z okolicami Nowego Jorku. Historia dużo bardziej skupia się na konflikcie Templariuszy z Asasynami oraz rozgrywającej się w tle Wojnie Siedmioletniej. Tak dobrany setting pozwala na odwiedzenie wybrzeży Ameryki, by bliżej poznać zarówno Achillesa, przyszłego mentora protagonisty trzeciej części - Connora - jak i jego ojca, mistrza Zakonu Templariuszy, Haythama Kenwaya.
1 of 3 Caption AttributionAssassin’s Creed Rogue to nie tylko historia o zdradzie. To poprawnie skrojony produkt, który czerpie garściami z jednej z najbardziej udanych odsłon serii, pirackiego Black Flag. Grając w Rogue w 2014 roku, z pewnością narzekałbym na wtórność i brak innowacji, bo tak niewiele je różni. Jednak po 9 latach od premiery, pchany siłą nostalgii, z radością stanąłem za sterami statku Morrigan, ciesząc się - uwaga, proszę się czegoś chwycić - najlepszym projektem bitew morskich w historii interaktywnej rozrywki. Chwilę zajęło, nim przyzwyczaiłem się do archaizmów walki i poruszania się postaci na lądzie - na morzu natomiast, z braku lepszego porównania, po prostu poczułem się jak ryba w wodzie.
Pośród licznych aktywności pobocznych znajdziemy te mało angażujące, w postaci zbierania rozrzuconych znajdziek - w tym możliwych do zaśpiewania podczas rejsów szant - jak i bardziej pasujące do roli łowcy asasynów. Po złapaniu gołębia dowiadujemy się o planowanym przez Bractwo zabójstwie, które możemy udaremnić, pozbywając się ukrytych oponentów w wyznaczonym czasie. Na morzu z kolei w imieniu brytyjskiej floty odbijamy forty z rąk Francuzów i innych stronników Bractwa Asasynów. W trakcie podróży przez Atlantyk, wsłuchując się w męskie brzmienie klimatycznych szant, zapolujemy zarówno na wieloryby, jak i wrogie statki, z których pozyskamy cenne łupy.
Bardzo podoba mi się, jak Ubisoft wykorzystał przeszłość i umiejętności protagonisty, by nieco urozmaicić gameplay względem bliźniaczej poprzedniczki. Jako że tym razem stajemy przeciwko Bractwu, które słynie ze skrytobójczych taktyk, możemy spotkać nowy typ wrogów - świetnie wyszkolonych zabójców, którzy czyhają na życie Shaya. Pierwszy raz w historii serii skrytobójcze ostrze asasyna zostało w tak namacalny sposób skierowane w stronę protagonisty, a to przyjemna i niezwykle mordercza odmiana, która regularnie powinna wracać do serii.
1 of 4 Caption AttributionAssassin’s Creed Rogue to nostalgiczna podróż do chwil, w których z zaciekawieniem śledziłem wiadomości dotyczące kolejnych odsłon marki gromadzącej miliony fanów na całym świecie. 11 lat temu Rogue słusznie można było określić zwykłym skokiem na kasę, który oferował zbyt niewiele, by nazywać go pełnoprawną kontynuacją. Dzisiaj natomiast jest dla mnie wspaniałą laurką minionych czasów, która pomimo tak wielu podobieństw, zaoferowała mi jednego z najciekawszych i najoryginalniejszych bohaterów spośród całej serii Assassin’s Creed.









