Utrata ponad 98% graczy nie przeraziła wydawcy „koreańskich Simsów”. Uważa, że o sukcesie gry świadczy coś innego
inZoi, czyli obiecujący symulator życia od wydawcy Krafton, zaliczyła całkiem mocną premierę w fazie Early Access i prędko znalazła ponad milion nabywców. W ciągu kolejnych miesięcy zainteresowanie grą drastycznie spadło, ale koreańska firma nie uważa tego za powód do niepokoju.
Dane strony SteamDB potwierdzają, że spadek jest znaczący. Od kwietnia średnia liczby zalogowanych jednocześnie waha się w okolicach tysiąca. Dla porównania: w rekordowym momencie, czyli niedługo po premierze, w inZoi grało ponad 87 tysięcy osób. To strata graczy na poziomie ponad 98%.
Steam to najpopularniejsza platforma dystrybucji na pecetach, a ponieważ inZoi nie jest obecnie dostępne na konsolach, to podane wyniki popularności gry można uznać za wyznacznik jej sukcesu. Krafton nie uważa jednak, aby takie podejście było właściwe.
„inZoi nadal generuje stabilną sprzedaż. Jako że mowa o grze dla jednego gracza, najbardziej odpowiednim sposobem mierzenia jej wyników byłoby odwoływanie się do liczby sprzedanych egzemplarzy po premierze każdej większej aktualizacji, zamiast do wyników popularności na Steamie” - przekazał przedstawiciel firmy w odpowiedzi na pytanie od IGN.
Twórcy inZoi prosili, aby nie nazywać gry konkurentem Simsów, ale trudno tych gier nie porównywać.„To powiedziawszy, Early Access to dopiero początek podróży inZOI, pod wieloma względami nasza praca dopiero się zaczyna” - czytamy dalej w oświadczeniu. „Na tym etapie priorytetem zespołu jest zbieranie opinii graczy i kontynuowanie rozwoju gry o zaawansowane funkcje, ulepszoną wydajność oraz bardziej immersyjne doświadczenia”.
Krafton ma powody do zadowolenia. Sprzedaż inZoi przekroczyła milion kopii już w tydzień od premiery w fazie Early Access. Przed twórcami stoi jednak kolejne, być może jeszcze większe wyzwanie - przyciągnąć graczy z powrotem. Pomóc w tym mają darmowe aktualizacje i dodatki, które trafią do gry w najbliższych miesiącach.









