„Stop niszczeniu gier” reaguje na śmierć Anthem. Tej porażki dało się uniknąć
Zgodnie z zapowiedzią EA, w tym tygodniu serwery Anthem przestały działać - tym samym gra stała się niegrywalna. Okazało się jednak, że wcale nie musiało tak być. W pewnym momencie pracowano nad możliwością uruchamiania lokalnych serwerów, co jednak nigdy nie doszło do skutku. Do sprawy odnieśli się przedstawiciele inicjatywy „Stop niszczeniu gier wideo”.
Informację przekazał Mark Darrah, były producent wykonawczy w BioWare, który opuścił studio w 2020 roku. Na jego kanale pojawił się trwający ponad 3,5 godziny materiał zatytułowany „Cała prawda o Anthem”, w którym twórca rzuca światło na kulisy powstawania produkcji oraz przyczyny jej ostatecznego upadku.
- Anthem właściwie posiadało kod do uruchamiania lokalnych serwerów w środowisku deweloperskim aż do kilku miesięcy przed premierą. Nie wiem, czy to by nadal działało, ale kod wciąż gdzieś tam jest i dałoby się go odzyskać. Powód, dla którego tak się robi, jest prosty: chodzi o zredukowanie kosztów utrzymania. Zamiast dedykowanej infrastruktury niezbędnej do działania gry, pozwalasz, aby serwer działał na jednej z maszyn użytkowników - Mark Darrah
The Truth About What Happened on Anthem - Complete (2011-2026) Zobacz na YouTubeW poprzednim materiale Mark Darrah przedstawił swoją wizję Anthem Next - planu rewitalizacji gry. To właśnie za jego sprawą do produkcji docelowo miała trafić funkcja stawiania lokalnych serwerów. Nadrzędnym celem było uniezależnienie tytułu od infrastruktury EA, co z pewnością wydłużyłoby żywotność gry. Plan jednak ostatecznie trafił do kosza, a reszta to historia.
Ruch „Stop niszczeniu gier wideo” sprzeciwia się rzeczywistości, w której wydawcy ot tak mogą odebrać konsumentom dostęp do zakupionego produktu. Jego przedstawiciele od dwóch lat walczą o „prawo do posiadania” dla graczy, nic więc dziwnego, że wypowiedź Darraha przykuła ich uwagę. Aktywiści właśnie zyskali bowiem istotny argument w swojej sprawie. „Tego rodzaju plany na grę po zakończeniu wsparcia to istota SKG [Stop Killing Games - red.]” - czytamy we wpisie na oficjalnym profilu przedsięwzięcia.
It really is as simple as the principle of one man's trash is another man's treasure. If you put money into the game, you should have a voice on whether you get to keep it or not.
You as the customer should have the final say as to when you're done with a game, not the company. pic.twitter.com/syHCEeUgla
Jeden z komentujących zwrócił uwagę, że abstrahując od kwestii jakości samej produkcji, należy pamiętać, że graczom nagle odebrano coś, za co zapłacili. „Wszystko sprowadza się do prostej zasady: »śmieć dla jednego jest skarbem dla drugiego«. Jeśli inwestujesz w grę, powinieneś mieć prawo głosu w sprawie tego, czy możesz ją zatrzymać, czy nie. To ty, jako klient, powinieneś mieć ostatnie słowo w kwestii tego, kiedy chcesz skończyć grać. Nie korporacja” - odpowiada Stop Killing Games.
Na pytanie, „czy niektóre gry po prostu nie zasługują na śmierć”, przedstawiciele inicjatywy odpowiadają: „W sumie to tak, [...] ale to podlega subiektywnej ocenie. [...] Gdyby wszystkie gry sieciowe były kiepskie, istnienie tej inicjatywy mijałoby się z celem. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej”.









