Ekranizacja Death Stranding nie będzie powtórką z gier. Reżyser Michael Sarnoski zapewnia, że w filmie zobaczymy sporo akcji, choć nie będzie on tak drastyczny, jak ostatnie dzieło filmowca.

Sarnoski opowiadał o projekcie w rozmowie z GamesRadar, promując swoją nową produkcję - Robin Hood: Koniec legendy.

„Nie powiedziałbym, że scenariusz jest bardzo brutalny. Na pewno jest w nim sporo akcji i emocji. Jest tam trochę przemocy. Death Stranding to brutalny świat... świat, w którym śmierć jest jakby tuż za rogiem.

„Musi więc być w nim takie silne poczucie: «o, to może być koniec». To dość ponury, jałowy, postapokaliptyczny świat. Są w nim przemoc i akcja, ale ich rola jest zupełnie inna niż w [Robin Hoodzie - dop. red.]” - Michael Sarnoski o filmie Death Stranding.

W drugiej części cyklu działo się znacznie więcej niż w jedynce. Większość gry i tak spędzaliśmy jednak na przenoszeniu paczek z punktu do punktu.

Jak czytamy na łamach Variety, Sarnoski ukończył już sporą część scenariusza i zamierza rozpocząć produkcję filmu w przyszłym roku. Choć akcja jedynki rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych, zdjęcia do ekranizacji będą kręcone w Islandii oraz Irlandii.

Film nie będzie wierną ekranizacją - zamiast tego wprowadzi nowe wątki, w których pojawią się jednak postacie znane z gier. Warto dodać, że równolegle powstaje animacja Death Stranding: Mosquito, za którą odpowiada japońskie studio Easter.